| EM- Journal Hodowla koni |
|
|
Nawet w stadninie, w której znajdują się zdrowe konie, zastosowanie EM jest błogosławieństwem zarówno dla zwierząt, jak i ludzi zajmujących się nimi. W EM Journal opisuje ona swoje szczególne sposoby w hodowli koni, jak również pokazuje na przykładach, co można osiągnąć stosując EM. Konie cierpią, bo człowiek uczynił z wędrownych zwierząt stepowych zwierzęta stajenne. Stało się tak dlatego, żeby koń był pod ręką jako zwierzę wierzchowe, rzeźne, machina wojenna albo jako partner do rekreacji. Dzisiejszy koń żyje w stajniach i ma bardzo ograniczony „wolny wybieg”. W przeszłości, żyjąc na swobodzie, oddalał się od swoich odchodów, a tym samym także od wydalonych pasożytów, ich jaj i larw. Dzisiaj natomiast jest zmuszony do tego, by dzielić z nimi swoje mieszkanie. W ten sposób koło się zamyka: wraz z odchodami koń wydala pasożyty i ich jaja, jaja rozwijają się do postaci larw i przez trawę, podściółkę albo ze ścian boksów ponownie dostają się do pyska konia. Larwy wgryzają się w ścianki jelit i przedostają się do krwiobiegu, po czym docierają do różnych organów wewnętrznych, albo w jelitach rozwijają się do postaci dojrzałej, które znowu wytwarzają jaja – i tak dalej.
Ciągłe poszukiwanie możliwości stworzenia optymalnych warunków
Właściwie w stadninie Ostergewannen w Palatynacie (Vorderpfalz) nigdy nie było chorych koni, czasami zdarzały się jedynie drobne zranienia albo lekkie kolki u koni mających do tego skłonności w związku ze zmianą pogody. Jednak, jeśli ktoś chce odpowiednio troszczyć się o konie, ciągle poszukuje możliwości stworzenia optymalnych warunków hodowli. W naszych poszukiwaniach dwa lata temu dotarliśmy do EM i do filozofii prof. T.Higi. Po wielu próbach przeprowadzonych w ogrodzie, z obornikiem, na naszym psie, jak również na nas samych rozpoczęli?my systematycznie stosować EM u naszych koni.
Odpowiedni chów koni
Nasze konie przez cały rok o każdej pogodzie w ciągu dnia przez 11-13 godzin przebywają w różnych zagrodach. Z obszarów tych – ok. 7000m² – trzy razy dziennie uprząta się końskie „pączki”. W nocy konie stoją w przestronnych pojedynczych boksach, otwartych z trzech stron powyżej wysokości ściany boksu, tj. 1,30 m. Codziennie po uprzątnięciu odchodów na nieprzepuszczalnej podłodze gumowej uzupełnia się świeżą podściółkę z trocin o niewielkiej zawartości kurzu. Siano przed karmieniem jest nawilgacane w celu pozbycia się kurzu. Stajnia jest stajnią zimną, tzn. podczas gdy w zimie temperatura spada poniżej zera, w stajni jest tylko 3-5°C cieplej. Derki stosujemy tylko do wytarcia potu po ciężkiej pracy, gdy konie mają zimową sierść. Mimo optymalnych warunków chowu każdy koń otrzymuje u nas prócz najlepszej karmy dodatkowo 20 ml EMA bezpośrednio do pyska. Posadzka i ściany boksów są 1 x w tygodniu spryskiwane roztworem EMA, a boksy, w których przebywają klacze ze źrebięciem, są spryskiwane codziennie. Wybieg także jest spryskiwany roztworem EMA (za pomocą zwykłego polowego opryskiwacza), co cztery miesiące. Efektywne mikroorganizmy działają jak katalizatory i wspomagają zdolności przemiany materii, regenerują i naprawiają system odpornościowy, a także w każdym miejscu i o każdym czasie dbają o poprawę środowiska i otoczenia. Widoczne jest także to, że oprócz tej ogromnej pracy wydzielają także pożyteczne substancje, które przynoszą kolejne korzyści w postaci łatwiejszego przebiegu procesów fizjologicznych.
Pasożyty koni
Na podstawie różnych pozytywnych doświadczeń zaczęliśmy przed dwoma laty w coraz szerszym zakresie stosować EM do zwalczania pasożytów i do kontroli przebiegu odrobaczania. Ponieważ do dnia dzisiejszego nie wynaleziono żadnych środków zapobiegawczych, a jedynie opracowuje się nowe trucizny przeciwko pasożytom, uważam, że temat jest bardzo istotny. Rażące zaniedbania w hodowli, jak również ustawiczne dążenia do czerpania zysków z chorób nie są właściwą zapłatą za zasługi rzekomo tak kochanych przez nas koni. Ponieważ człowiek przez udomowienie uczynił z konia to, czym teraz jest, właśnie człowiek powinien o wiele bardziej się starać o lepszą opiekę nad nim i szukać alternatywnych metod zwalczania jego chorób.
Zwalczanie pasożytów nie zawsze jest skuteczne
Nie jest przedmiotem tego artykułu opis problematyki pasożytów u koni. Istnieje na ten temat pokaźna literatura – nie chcę jej tutaj przytaczać. Chcę powiedzieć na ten temat tylko tyle: pasożyty i ich larwy wiercą dziury w ściankach jelit i naczyń, uszkadzają organy wewnętrzne, powodują niedrożność jelit i pobierają (kradną!) substancje odżywcze. Ponadto wypracowane i stosowane przez ludzi metody karmienia stanowią dodatkowe obciążenie dla końskich jelit. W tych warunkach pasożyty mają istny raj.
Będąc zwierzęciem stepowym koń odżywiał się głównie chudą trawą i krzewami, dzisiejszy koń natomiast musi się zmierzyć ze zbożem, melasą, trawą bogatą w białko, a nierzadko także ze środkami uzupełniającymi pożywienie. Zmusza to jelita i ich florę do ogromnego wysiłku. Ten wysiłek zaś naraża organizm konia na grzyby, bakterie chorobotwórcze, a w szczególności na pasożyty. Konwencjonalnym sposobem postępowania z pasożytami jest odrobaczanie. Mówiąc wprost – truje się robaki. Ale podawana doustnie pasta niestety obciąża cały organizm. Wydalone resztki trucizny, a także zatrute robaki stanowią obciążenie dla środowiska naturalnego, ponieważ trucizna przedostaje się do gleby i do wód gruntowych. Tylko z tego powodu byłoby wskazane zminimalizowanie stosowania tych preparatów. Zasadniczym problemem oprócz często nieodpowiednich warunków higienicznych w stajni i zagrodzie jest to, że ciągle konieczne jest opracowywanie nowych preparatów, ponieważ pasożyty się szybko uodparniają. Poza tym na kilka pasożytów do dzisiaj nie wynaleziono skutecznego środka. Nawet aplikacja i właściwe dozowanie nie zawsze przynoszą pożądane efekty i przebiegają bez komplikacji.
Dzięki moim doświadczeniom z EM nie czuję się bezradna
Na temat terminów podawania środków do odrobaczania istnieje wiele zaleceń. Chyba nikt nie może powiedzieć tutaj niczego ogólnie obowiązującego, ponieważ zależy to od wielu czynników. Należy uwzględnić m. in. porę roku, rodzaj hodowli, różne rodzaje pasożytów (jest ich ponad 60), zmiany w warunkach środowiskowych, stopień zarobaczenia poszczególnych koni, substancje czynne w preparacie i wiele innych czynników.
Kiedy zwrócimy uwagę na cierpienie koni spowodowane tymi pasożytami, a z drugiej strony zaobserwujemy złe skutki nadmiernie stosowanej chemii, wówczas uświadomimy sobie istnienie trzeciego zła, jakim jest przygnębiajaca bezradność. W walce z pasożytami po prostu nie ma jeszcze alternatywy, która gwarantowałaby całkowite wyleczenie. Dlatego całkowite zanegowanie i zarzucenie odrobaczania, jak również ignorowanie tego problemu uważałabym za takie samo męczenie zwierząt, jak nadmierne stosowanie trucizn. Nasze doświadczenia z EM pomogły nam w dużym stopniu uporać się z problemem pasożytów. Rezultaty zachęcają do dalszych prób w tej dziedzinie. Zanim poznaliśmy EM, a także przez rok wdrażania EM w naszej hodowli przeprowadzaliśmy u naszych koni 4-5 kuracji odrobaczających rocznie. źrebięta odrobaczaliśmy nawet częściej. Od tego czasu zmniejszyliśmy dawki o połowę.
Poniżej przedstawiam zestawienie średnich wyników podczas typowego postępowania i mojej obecnej praktyki.
Przedtem po podaniu środka odrobaczającego obserwowaliśmy w odchodach regularnie wydalane pasożyty. Nie dzieje się tak, odkąd do czyszczenia stajni i zagrody zaczęliśmy stosować EM i od kiedy codzienne doustne podawanie koniom EM usprawniło pracę ich jelit.
Mimo zmniejszenia ilości kuracji odrobaczających i ilości pożywienia, wszystkie nasze konie są zdrowe i wyglądają na dobrze odżywione. Znawcy koni już na pierwszy rzut oka widzą cierpienie koni spowodowane zarobaczeniem, moje konie może zobaczyć każdy, kto przechodzi drogę. Są na dworze przez cały rok, od rana do wieczora. Oczywiście nadal dawaliśmy próbki odchodów do analizy. Wyniki analiz laboratoryjnych były podobne do wyżej wspomnianych makroskopijnych badań odchodów.
Najbardziej cieszy nas rozwój naszych najmłodszych koni, które już w życiu płodowym i po urodzeniu strzykawką dostawały dawki EM do pyszczka – i regularnie dostają ją po dziś dzień. Łatka ma już 4 miesiące, Gratulant 2 lata – obydwa dostawały EM od urodzenia, podawaliśmy im natomiast mniejsze dawki środków do odrobaczania. Obydwa pięknie się rozwijają. Nie wydaliśmy na ich leczenie ani grosza (poza kilkoma szczepieniami Gratulanta) i mimo że, jak na razie, nie są na sprzedaż, są podziwiane przez kupców dobrze znających się na rzeczy.
Szerokie zastosowanie EM daje bardzo dobre efekty
Przez całościowe zastosowanie EM, mianowicie wewnętrznie do wspomagania przemiany materii i układu odpornościowego, jak również zewnętrznie do polepszenia stanu otoczenia, osiągnęliśmy widoczne postępy.
Sierść koni jest idealna - stała się jeszcze bardziej gładka, lśniąca i przylegająca. Struktura sierści, zwłaszcza zimowej, polepszyła się, tzn. lepiej izoluje od zimna i od ciepła, a zdolność odprowadzania wody jest pierwszorzędna. Nie zdarzyło nam się, żeby jakikolwiek koń miał problemy z przemianą materii, jakie zazwyczaj się obserwuje podczas zmiany sierści. U wszystkich zwierząt stwierdziliśmy przybieranie na wadze, i to nawet u starych, trudnych w karmieniu koni. Dlatego zmniejszyliśmy racje żywnościowe przeciętnie o 20%. Mimo to konie były dobrze zbudowane, umięśnione i doskonale proporcjonalne.
Zapach moczu przestał być drażniący, a na obornik składały się dobrze uformowane „pączki” o dobrej konsystencji i zapachu. Całkowicie zniknęły problemy żołądkowo-jelitowe i kolki. W lecie koniom mniej dokuczały muchy. Tej zimy panowały u nas warunki rzadko spotykane w naszym regionie: temperatury –15 do –23°C, burze śniegowe i pokrywa śnieżna grubości 25 cm na ziemi zmarzniętej na kość, mróz trwający całymi tygodniami, zamarznięta ziemia na wybiegu, potem znowu odwilż, a w nocy na nowo przymrozek – wszystko to nasze konie zniosły bez problemu. Także podczas takiej pogody nasze konie całymi dniami przebywały na powietrzu. Wniosek, jaki stąd płynie, jest następujący: Układ odpornościowy naszych koni funkcjonuje prawidłowo, sierść i znajdująca się pod nią warstwa tłuszczu dobrze spełniają swoją rolę w systemie termoregulacji, a stan kopyt jest bardzo dobry, dzięki czemu mogą one być poddawane dużym obciążeniom – bo żaden z naszych koni jest nie podkuty.
Wiele możliwości zastosowania EM
Oprócz tych zdrowotnych i ekonomicznych korzyści, dotyczących całej stajni, osiągnęliśmy także szereg korzyści w indywidualnych przypadkach. Podam tylko kilka przykładów. Chodzi o zastosowanie EM w przypadkach zranień do dezynfekcji i gojenia ran, do leczenia wrzodów kopyt, problemów ze skórą i sierścią, zapaleń oczu i wielu innych.
Skuteczność w opatrywaniu ran
Na Ostergewannenhof często dochodzi do starć między młodymi końmi. Do normalnych zachowań w stadzie należy walka o pierwszeństwo. Najczęściej wystarczają gesty ostrzegawcze, ale zdarza się także, że konie w walkach i gryzśc się odnoszą rany. Szczególnie w walkach młodych koni dochodzi do powstawania głębokich, otwartych ran ciętych i ugryzień. Najczęściej nie stwarzają one zagrożenia dla życia koni, ale wciąż przerażają nawet mnie. Często wygląda to okropnie, a także oznacza spory wysiłek i nakład finansowy oraz trwałe obniżenie wartości konia. Np. jeden z naszych koni, Escador, tuż przed ustalonym terminem sprzedaży nabawił się rany na nosie o powierzchni 10 x 3 cm. Lekarz zaleciłby natychmiastowe szycie albo zakładanie klamer. Ale żeby można było przeprowadzić ten zabieg, należałoby konia przez długi czas trzymać w izolacji i całkowitym spokoju. Nie mógłby wtedy być ze swoim stadem, lecz musiałby sam stać w swoim boksie. W konwencjonalnym leczeniu nie obeszłoby się bez antybiotyków i wielu zabiegów wykonywanych przez obce osoby. Wszystko to bardzo negatywnie wpłynęłoby na psychikę i organizm konia. Escador był, jak i inne konie, zaszczepiony od tężca, a my mieliśmy wiele pozytywnych doświadczeń z EM, dlatego zaczęliśmy regularnie przemywać ranę EMA – rano, w południe i wieczorem przez tydzień. W następnym tygodniu przemywaliśmy ranę tylko dwa razy dziennie. Zamiast normalnej dawki EMA (20 ml EMa rano i wieczorem bezpośrednio do pyska), Escador przez dwa tygodnie otrzymywał w południe dodatkową porcję. Od 3 tygodnia podając poranną dawkę EMA wcieraliśmy mu rano trochę EMA w to miejsce.
Rezultat: Silne krwawienie zostało zahamowane po 10 minutach. Nie powstało zapalenie, nos nie opuchł, ani rana nie zaczęła ropieć. Rana szybko zaczęła się goić. Na brzegach rany i ze środka zaczęła odrastać tkanka bez zgrubień. Delikatna warstwa ziarninująca bardzo szybko zmieniła się w bliznę, nie było narośli. Po trzech tygodniach rana była na tyle zabliźniona, że zupełnie się nie rozchodziła, a po sześciu tygodniach sierść odrosła do tego stopnia, że na nosie pozostała niewielka blizna w postaci mało widocznej kreski. Podczas leczenia koń nie ucierpiał ani na ciele, ani na psychice, nie był poddany żadnemu stresowi. Nie podawaliśmy Escadorowi żadnych antybiotyków, jedynie probiotyczne EM. Nie musiał z niczego rezygnować, a przede wszystkim nie trzeba mu było ograniczać ruchu.
Nie każdy pozwoli sobie pomóc
Podczas wieczornego wprowadzania koni do boksów zauważyliśmy u młodego ogiera ranę na skroni. Pod grzywką między prawym uchem a okiem znajdowała się otwarta rana cięta i tłuczona. średnica rany wynosiła ok. 7 cm. Wokół rany znajdowała się zaschnięta krew, zmieszana z piaskiem i wyrwaną sierścią. W konwencjonalnym leczeniu trzeba byłoby zszywać ranę i to pod narkozą i przy zastosowaniu antybiotyków, zwłaszcza, że źrebię było w trakcie szczepienia na tężec. Jak zwykle przy zranieniach chcieliśmy najpierw przemyć ranę EM-A. Ale siedmiomiesięczne źrebię – duże i silne ponad przeciętną – wcale tego nie chciało. Im bardziej staraliśmy się oczyścić ranę, tym bardziej nerwowo reagował pacjent. Nasze próby opatrzenia rany były opłakane, rana w końcu zaczęła ropieć, sierść się do niej przykleiła. W końcu podstępem się nam udało wyciąć grzywkę nożyczkami. Rana zaczynała już brzydko pachnieć, ale nasze próby oczyszczenia jej w dalszym ciągu były bezskuteczne. Zastanawialiśmy się, w jaki sposób dostarczyć EMA tam, gdzie to było konieczne.
Wreszcie wpadliśmy na pomysł, żeby zastosować mieszankę o konsystencji pasy, składającą się z EM-1, proszku ceramicznego EM-X i oliwy z oliwek. Udało nam się stopniowo wypełnić ranę tą pastą tylko dzięki przekupstwu pierniczkami i pieszczotom. Nie zauważył tego, że głaszcząc go po pysku jednocześnie wsmarowaliśmy mu pastę w ranę. Pasta dobrze się przykleiła do rany i stopniowo stwardniała. Następnego dnia w taki sam sposób zastąpiliśmy wykruszoną masę nową pastą. Trzeciego dnia rana nie wydzielała już żadnego zapachu, tak, więc usunęliśmy, na ile to możliwe, zaskorupiałą pastę i zastąpiliśmy ją nową. Rana ziarninowała w oczach na całej powierzchni. Od szóstego dnia ograniczyliśmy się do obserwacji rany i podawaliśmy mu, jak wszystkim naszym koniom, EMA dwa razy dziennie. Po dwóch tygodniach na skórze blizny zaczęły odrastać włosy, a po sześciu tygodniach nic nie było widać, poza tym, że brakowało grzywki. Koń ani nie miał gorączki w tym czasie, ani nie wyglądało na to, żeby w jakikolwiek sposób cierpiał.
Końskie kopyto to nie tylko but, lecz także bardzo ważny organ, spełniający wiele funkcji (np. pompuje krew). Najdrobniejsze skaleczenia podeszwy kopyta mogą spowodować wniknięcie ciał obcych albo szkodliwych bakterii do organizmu. Następstwem tego jest bolesny ropień kopyta (zazwyczaj nazywany wrzodem kopyta). Nawet mały kamyczek wciśnięty w kopyto przez ucisk może spowodować stan zapalny.
Objawem wrzodu kopyta jest silny ból, prowadzący do nie stawania na tę nogę, wyczuwalne pulsowanie kopyta i żył w pęcinach, jak również podwyższenie temperatury w kopycie. Wrzód stwierdza się za pomocą tzw. czułek kopytowych. W tym miejscu otwiera się podeszwę kopyta nożem do kopyta w kształcie możliwie małego lejka. W trakcie tej czynności pojawia się szara ropa. Przez to otwarcie kopyta wprowadza się strzykawką (20 ml), oczywiście bez igły, roztwór EM-A wielokrotnie do wnętrza kopyta. Na koniec w otwór wkłada się wacik nasączony EM. Należy go włożyć tak, żeby potem można go było z łatwością wyjść. Potem na kopyto należy nałożyć zwykły opatrunek. Jak w przypadku Escadora, i tu zwiększyliśmy codzienne doustne dawki EM przez dwa tygodnie o jedną porcję. Po tygodniu wystarczy dwa razy dziennie przepłukiwać kopyto EM i wymieniać nasączony wacik. Po tym czasie nie potrzeba już innych opatrunków. Od tej chwili nasze konie znowu uczestniczć w treningach. Konwencjonalne leczenie tego rodzaju urazu wymaga użycia dużych ilości silnych środków dezynfekujących, które częstokroć naruszają strukturę tkanki. Chętnie podaje się przy tym środki przeciwbólowe i antybiotyki. Opatrunki zakłada się w zależności od potrzeb do trzech tygodni i dłużej. Często zakłada się także tzw. podkowy ortopedyczne. W przypadku naszych nie podkuwanych koni nie wchodziłoby to w rachubę. Od kiedy stosujemy EM, nie obawiamy się wysiłku przy opatrywaniu wrzodów kopyt, ani związanych z tym kosztów. I, dzięki Bogu, wrzody kopyt naszym koniom zdarzają się rzadko. Sukces w leczeniu wrzodu kopyta Przed dwoma laty z powodu wrzodu kopyta trzeba było wyciąć dużą część ścianki kopyta w przedniej części kopyta lewej kończyny przedniej mojemu trakeńskiemu wałachowi, Pascalowi. Po ustąpieniu kulenia wciąż dochodziło do infekcji z powodu kontaktu z zanieczyszczeniami, niezależnie od tego, czy stał w zimie w otwartej stajni z wybiegiem wysypanym trocinami, czy wiosną/latem w zagrodzie. Mimo codziennego dokładnego czyszczenia wodą i szczotką i stosowania różnych środków dezynfekujących (maści zawierające jodynę, barwniki dezynfekujące, opatrunki zawierające antybiotyki, olejki eteryczne), trzeba było co 8 tygodni wycinać chorą część ścianki kopyta (duży fragment). Po półtora roku bezskutecznego leczenia czułem się zupełnie bezradny. Wtedy przeczytałem książkę o EM autorstwa F.- P. Mau i po ostatniej wizycie weterynarza zacząłem spryskiwać chore miejsce 1 x dziennie rozcieńczonym roztworem EM-1 (1 nakrętka na 150 ml wody). Strumień wody jednocześnie przemywał i nawilżał to miejsce. Już po pierwszym zastosowaniu rana przestała się zaogniać, a po 8 tygodniach ścianka kopyta całkowicie odrosła. Problem zniknął całkowicie! Od tego czasu koń razem z karmą otrzymuje codziennie dawkę 5 ml EM1 (zmieszaną z ok. 30 ml soku jabłkowego). Pascal jest teraz wyraźnie zdrowszy. Znacznie zmniejszyła się m. in. podatność oczu na infekcje przenoszone przez muchy.Ch. Dietrich
Do łzawiących oczu chętnie zlatują się muchyOko jest szczególnie wrażliwym organem u konia. Bardzo często wskutek podrażnienia przez bodźce zewnętrzne, jak np. kurz, piasek, częsteczki odchodów lub wiatr, dochodzi do zapaleń spojówki. Koń reaguje tarciem i ocieraniem oczu o swoje przednie nogi albo inne konie w stadzie. To jeszcze bardziej podrażnia oczy i zaczynają one łzawić. Wtedy muchy wkraczają do akcji. Są one źródłem dodatkowego brudu, a także bakterii chorobotwórczych. Zapalenie się nasila, zaczyna tworzyć się ropa i oczy zaczynają puchnąć. Nie tylko zaburza to zdolność widzenia, ale także wywiera silną presję psychiczną na konia, ponieważ koń jako zwierzę płochliwe i skłonne do ucieczki, jest uzależniony od pełnej zdolności widzenia. Kiedy tylko zauważamy, że oczy konia zaczynają łzawić, natychmiast zaczynamy je przemywać roztworem wodnym EMA (w proporcjach 1:1), nanoszonym za pomocą gąbki, a potem strumieniem wody z EM strzykawką spłukujemy otwarte oko. Nie dochodzi wówczas do zapalenia. Zabieg ten ogranicza także inwazję much.
Mikroskopijne EM zrobiły bardzo dużo dla moich wielkich koni. W międzyczasie o moich osiągnięciach z EM zrobiło się głośno wśród zaprzyjaźnionych hodowców koni tak, że coraz więcej osób zaczęło do mnie przychodzić z proźbą o radę.
Ponieważ przy mojej pasji eksperymentowania zaczęło mi brakować przypadków, chętnie zaczęłam się zajmować problemami innych. W ten sposób mogłam pomóc innym i zebrać kolejne pozytywne doświadczenia. Szczególne interesujące były rezultaty stosowania EM w przypadkach grzybicy skóry, letniego wyprysku, grudzie końskiej, gniciu strzałek i wielu innych. Pełna wdzięczności dla prof. T.Higi chciałabym dodać, że EM, te najmniejsze istoty żywe, zmieniły bardzo wiele w moim gospodarstwie i w ogóle w moim życiu. Stosując je oszczędzamy sobie pracy, troszczymy się o dobre samopoczucie koni, a także możemy zaoszczędzić pieniądze. Jesteśmy mu winni podziw za nie ustawanie w szerzeniu swojej filozofii, a jednocześnie powinniśmy się czuć zobowiązani do tego, by przeciwstawiać się niszczeniu środowiska, w którym żyjemy my i zwierzęta przez stosowanie nieodpowiednich i niebezpiecznych metod i materiałów. Te i inne bogate doświadczenia ze stosowaniem EM, a także chęć poznania doświadczeń innych, skłaniają mnie do zaproponowania wspólnej akcji EM. Chciałabym serdecznie zaprosić wszystkich zainteresowanych czytelników EM Journal – i oczywiście ich znajomych – do udziału w większym eksperymencie w warunkach polowych, z udziałem lekarzy weterynarii.
Na zdrowie koni!
Daniela Otto-Prins
Osoby zainteresowane o niezbędnych kompetencjach, jak i osoby poszukujące pomocy mogą się zgłaszać pod adresem Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć albo nr fax 06324/979776.
|
|||||||


