| Biuletyn Informacyjny 2004 |
|
Strona 1 z 7 Rozpocząłem wydawanie biuletynu informacyjnego na temat Efektywnych Mikroorganizmów (EM). Co to jest i skąd się wzięły przeczytacie Państwo w artykule obok. Gra jest warta świeczki, a nawet całego wieloramiennego świecznika. Chciałbym Państwa skłonić do chwili refleksji nad tym gdzie jesteśmy i dokąd idziemy. Oczywiście nie będzie to rozprawa filozoficzna. Chodzi mi o maleńki wycinek naszego życia, produkcji żywności i naszego zdrowia. Prawda? Jaki maleńki wycinek?....
Uprawą roli zajmuje się coraz mniej ludzi. Udział produkcji rolnej w produkcie krajowym spada i jest niewielka. I właściwie słychać często powiedzenia „…ach jakby kraj, Europa wspaniale się rozwijały gdyby nie rolnictwo…”, Ale są rzeczy prawie bezwartościowe, lecz, bez których nijak nie można się obejść. Spróbujcie jeździć samochodem bez zaworów w dętkach. A jaka jest ich wartość w stosunku do wartości samochodu? Grosze. A zdrowie? Medycyna poczyniła tak wielkie postępy, że niemożliwe jest znalezienie zdrowego człowieka. Ale do rzeczy. Stoimy na samym szczycie drabiny pokarmowej. Nami już nikt się nie żywi, aby przeżyć. A co jest na dole? Co jest pierwsze, kto jest tym, co musi wbić zęby w Matkę Ziemię, aby przeżyć? Są to ogólnie rzecz biorąc mikroorganizmy. One są pierwsze. One potrafią rozkładać skałę macierzystą gleby, wytwarzać z niej materię organiczną. Od nich zaczęło się życie na Ziemi. Przez miliony, miliardy lat tworzenia się życia na ziemi w glebie, wytworzyła się równowaga pomiędzy mikroorganizmami pozwalająca na ogromną jej produktywność. Czy zastanawialiście się kiedyś Państwo jak bez nawozów, środków ochrony potrafiły przez tysiące lat rosnąć ogromne lasy, z których powstały pokłady węgla? A obecne lasy, z których wywozi się ogromną ilość materii organicznej, a nikt ich nie nawozi? I rosną na tym samym miejscu tysiące i więcej lat. Produktywność zdrowej gleby jest, więc ogromna. Lat temu pięćdziesiąt rwałem w październiku zielone badyle ziemniaków i nikt nie wiedział, co to jest zaraza ziemniaczana, ani że ziemniaki trzeba opryskiwać. Zbóż też nikt nie opryskiwał, a były zdrowe. W sadzie raz na kilka lat zdarzył się parch na jabłoniach. W domu były trzy rodzaje lekarstw. Krople na serce, tabletki przeciwbólowe i krople na żołądek. Dzisiaj ile trzeba zrobić oprysków środkami chemicznymi by utrzymać rośliny w zdrowiu? Ile lekarstw jest w domu? Przysłuchując się niedawno szkoleniu na terenie ochrony roślin doszedłem do wniosku, że niedługo tak jak lekarstwa będziemy mieli środki ochrony rośli do stosowania jedne rano inne wieczorem, bo inaczej rośliny nie przeżyją. Co więc się stało w ciągu tych pięćdziesięciu lat? Ano pozornie nic wielkiego. Jesteśmy panami życia na ziemi i potrafimy to okazać. Dotychczas przyroda i częściowo my sami jakoś sobie radziliśmy. Wytępiliśmy tura, mamy w to miejsce bydło domowe, wytępiliśmy kuny – mamy w to miejsce szczury. Aż wzięliśmy się za coś, co właściwie nie jest warte wzmianki. Za coś, czego nawet nie widać i właściwie nie wiadomo czy nawet jest. Wzięliśmy za tępienie mikroorganizmów bytujących w glebie. Przez nasza radosną twórczość nawozowo-chemiczną zakłóciliśmy istniejącą od milionów lat równowagę. I tu zaczęły się schody. Mikroorganizmów nie da się niczym zastąpić. Dokąd gleba miała jeszcze, jakie takie zdrowie (czytaj próchnicę) jakoś wszystko się udawało. Ale próchnicy (zdrowia) coraz mniej. Nawozów trzeba coraz więcej by uzyskać jako taki plon. Próbujemy ratować się mikroelementami, nawozami dolistnymi itp. Przynosi to nawet efekty w postaci dość wysokich plonów, ale jakich? W glebie znajdują się miliardy mikroorganizmów. Rodzajów zależności między nimi jest więcej niż kombinacji w totolotku. Jak to naśladować? Ale jaki to ma związek z naszym zdrowiem? Otóż istnieją dwa pojęcia: wysokość plonu i wartość biologiczna plonu. Wysokość plonu wypełnia nasz żołądek. A wartość biologiczna plonu to to, co organizm z tego ma. Przy dzisiejszym stanie techniki produkcji żywności można zrobić doskonałą kiełbasę z mielonej słomy. Będzie pachnieć i smakować jak prawdziwa…. I co z tego? Na skutek niskiej i coraz bardziej obniżającej się wartości biologicznej żywności organizm ludzki staje się podatny na coraz słabsze wirusy i bakterie. To nie bakterie i wirusy są mocniejsze, to my przez bylejakość naszego pokarmu jesteśmy coraz słabsi. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Jeżeli do wytworzenia odporności u człowieka potrzeba selenu, a bakterii czy grzyba, który ten selen w glebie produkuje w formie przyswajalnej dla roślin nie ma, to i w naszym pożywieniu go nie będzie. Możemy pójść po ten selen do apteki. Ale przyjmując go nie wiemy czy nie zakłócimy przyswajania czegoś innego. Nie to jest ważne czy my uzupełnimy taki czy inny mikroelement w naszym organizmie. Ważna jest równowaga. Tą równowagę w naszym organizmie może zapewnić tylko żywność uzyskana ze zdrowej gleby. A zdrowa gleba to równowaga pomiędzy zasiedlającymi ją mikroorganizmami. To dominowanie w glebie procesów twórczych, czyli próchnienia i fermentacji, tak jak było od tysięcy lat. To ograniczenie procesów degradacji, niszczenia, czyli gnicia, jak jest przeważnie dziś. Gdyby ktoś zobaczył lwa jak zjada po połowie mięso i kapustę pomyślelibyśmy, że przecież z tej kapusty to on nic nie ma, bo jej po prostu nie jest w stanie strawić. Chyba ma coś z głową. My mamy w kraju milion siedemset tysięcy ha nieużytków, w szynce 50% mięśni zwierząt, a reszta to jest taka kapusta dla lwa. Czy my, aby jesteśmy homo sapiens? Wojciech Sowiński |
|||||||||


